pamu 1

Pamu Slide Mini

Pamu Slide mini pogromca AirPods

Nazywają je pogromcami słuchawek z logo nadgryzionego jabłka. Czy faktycznie mogą nosić to miano? Czy faktycznie są takie dobre? A może to jak zwykle tylko chwyt reklamowy? Czas je sprawdzić.

Jestem biegaczem, tak zwanym ambitnym amatorem, mój miesięczny kilometraż to około 300-400 km. Dla jednych sporo dla innych mało. Od zawsze jak sięgam pamięcią biegam z muzyką i telefonem. Muzyka to nieodzowny element mojego treningu i startów. Zawsze potrzebuję sprawdzonego, dobrego sprzętu tu nie ma mowy o produkcie pośrednim, tu nie ma kompromisów.

Od roku biegam ze słuchawkami z logo z „jabłuszkiem” nawet ostatnio zakupiłem te z dopiskiem PRO przeskok naprawdę ogromy, ale…… tydzień temu dotarła do mnie mała przesyłka od firmy PADMATE a w niej tak zwane kilery moich słuchawek. Pamu Slide mini, bo o nich mowa. Pierwsze co mnie interesowało to kompatybilność z moim iPhone 11, nie oszukujmy się ekosystem Appla jest idealny i firmy zewnętrzne nie mają tu łatwo.

No dobra a więc czas je odpakować i zobaczyć na własne oczy tego killera.

Po otwarciu pudełka rzuca się w oczy dbałość o każdy detal, tu naprawdę nie ma się do czego przyczepić, jak to mówią „Marian tu jest jakby luksusowo” i faktycznie tak jest.

Nie ma wrażenia, że obcujemy z Chińskim tandetnym produktem.

Słuchawki są bardzo starannie wykonane do mnie trafiły w kolorze białym, bo takie chciałem, ale biały do końca to nie jest tylko lekko perłowy, ale i tak wyglądają po prostu SUPER.

Etui ładujące które jest dołączone do zestawu ma czteroelementowe podświetlenie ładowania a z tyłu podłączenie do USB no i dodatkowo ładowanie indukcyjne które ostatnio uważam za bardzo przydatną rzecz. Same słuchawki po wyjęciu z opakowania włączają się i parują pomiędzy sobą później trzeba wybrać w ustawieniach na telefonie parowanie z Parmu i gotowe, każde następne wyjęcie słuchawek z etui (ładowarki) paruje je bezpośrednio z telefonem.

W zestawie jest jeszcze 6 par gumek (wkładek dousznych) żeby dopasować je do kanału słuchowego. Dla mnie standardowe były idealne.

Poza tym w zestawie jest kabel ładujący typu USB C, instrukcja obsługi oraz mały czarny woreczek na etui ze słuchawkami.

To by było na tyle, czas na sprawdzenie jak te cudeńka grają.

Odpalam playlistę wkładam je do uszu i….

I jest pierwsze zaskoczenie, czyli tak zwany efekt WOW, one faktycznie dobrze grają, nie jestem żadnym znawcą muzyki, ale te słuchawki naprawdę nieźle dają. Bass jest, wysokie tony też nic nie pierdzi, nic nie trzeszczy i dźwięk nie jest spłaszczony, ma swoją głębie. 

A najważniejsze, bo bym zapomniał sterownie tymi killerami. Zaczynam od lewej słuchawki: jedno tąpnięcie zatrzymuje piosenkę, dwa tąpnięcia wywołują asystenta głosowego a dłuższe przytrzymanie ścisza piosenkę.

Prawa słuchawka: jedno tąpnięcie zatrzymuje utwór, dwa tąpnięcia przejście do następnego utworu a przytrzymanie zgłasza piosenkę. I to by było na tyle jeżeli chodzi o samo sterowanie. 

Wracając do samych słuchawek. Wkładam do uszu i idę biegać.

Jeden kilometr, drugi, trzeci, czwarty i jest ok. Słuchawki dobrze się trzymają, nic się nie luzuje to znaczy nie wypadają, fajnie grają, nie obciążają uszu, czyli po prostu idealnie. Ach trafiłem na idealne słuchawki nic tylko brać i słuchać……. I zgłaszać – czyli korzystać z tego czego brakowało w słuchawkach od JABŁKA. Tu był tylko mały klops a przynajmniej lekkie niedopracowanie sensorów albo moich paluchów do ich obsługi. Niestety czasami zdarza się, że muszę wykonać czynność dwa razy. Ale gdy je wyczułem na trzecim i czwartym treningu obsługa już mi szła dużo lepiej. Jeżeli przyszło by porównać je z „jabłkiem” pierwszej generacji to faktycznie Pamu Slide wygrywają. Mają dużo bardziej rozwinięte sterowanie choć brakuje mi funkcji cofnięcia utworu, bateria starcza na dużo dłużej, producent deklaruje 10 h na jednym ładowaniu, jeżeli starczą na 8 to i tak będzie EXTRA, świetnie trzymają się w uszach.

Jest jeszcze jedna rzecz, której może brakować w tych słuchawkach, czyli AKTYWNEJ REDUKCJI SZUMU, aczkolwiek przez to, że słuchawki są dokanałowe i dobrze wypełniają ucho nie wiele dociera dźwięków z otoczenia. Jedynie przy szybkim bieganiu słychać owiewający wiatr.

Podsumowując 🙂 

Słuchawki faktycznie są pogromcami jabłka biją je na głowę czasem działania, wodoszczelnością, możliwością sterowania oraz uniwersalnością (działają z IOS oraz Android) jedyne ich wady to brak cofnięcia utworu i nie pauzowanie muzyki po wyjęciu słuchawki, ale myślę, że przy kwocie około 250 zł to takie drobiazgi schodzą na plan dalszy.

Więcej o słuchawkach powiem Wam po około 30 dniach testu, czyli w drugiej cześć materiału a na tą chwile wkładam je w uszy i idę biegać.

Narka…. 🙂

Tekst powstał dzięki firmie PADMATE która udostępniła słuchawki do testów 

Tags: No tags

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola oznaczone są *