IMG_5166

Hoka Clifton Pro – Recenzja

Hoka Clifton Pro – jest bardziej Pro, niż się spodziewałem

Hoka Clifton Pro jest… bardziej Pro, niż bym oczekiwał. To but, który idealnie wypełnia lukę pomiędzy komfortem a dynamiką.

Chciałbym powiedzieć, że nowy Clifton Pro jest po prostu bardziej „Pro” od poprzednika. Bardziej dopracowany, bardziej zaawansowany albo… bardziej zepsuty. Problem w tym, że tego ostatniego powiedzieć nie mogę. Ba, nawet za bardzo nie mam się do czego przyczepić. I właśnie dlatego uważam, że największy konkurent, czyli Nike, zaczynam czuć oddech Hoki na plecach. A może nawet już zostaje z tyłu.

Clifton doczekał się wersji Pro

Już przy pierwszej prezentacji pisałem, że to nie jest zwykły upgrade Cliftona, jaki często robią inni producenci. Nie wystarczy wrzucić bardziej dynamicznej pianki, dopisać “Pro” do nazwy i liczyć, że klient i tak kupi, bo przecież skoro jest Pro, to musi być lepsze.

To tak nie działa.

I właśnie dlatego uważam, że nowy Clifton w pełni zasługuje na dopisek Pro. Tutaj zmiany są przemyślane i naprawdę czuć je podczas biegania.

Stara konstrukcja w nowym wydaniu

Hoka od początku swojego istnienia trzyma się jednej idei – kołyskowej konstrukcji podeszwy. I ja to bardzo szanuję. Marka ma swój pomysł na buty i konsekwentnie go rozwija, zamiast co chwilę zmieniać filozofię projektowania. Dzięki temu biegacze wiedzą, czego mogą się spodziewać.

Hoka równa się kołyskowa konstrukcja. Kropka.

Nowością w Cliftonie Pro jest ewolucja tej koncepcji, czyli technologia ProGlide+. Przód buta pracuje jeszcze płynniej, dzięki czemu mimo zachowania 8 mm dropu przetoczenie stopy jest bardziej dynamiczne, a wybicie wyraźnie mocniejsze.

Brzmi dobrze w teorii. A jak jest w praktyce? Powiem krótko – działa.

Przez pierwsze dwa treningi, a właściwie pierwsze 2–3 kilometry każdego z nich, wyraźnie czułem większą pracę łydek i Achillesa. Po chwili organizm się przyzwyczaił, a ja zauważyłem coś jeszcze – zacząłem biegać rozbiegania szybciej, utrzymując praktycznie to samo tętno co wcześniej.

Czyli konstrukcja zmieniła się... i to zdecydowanie na plus

Dodatkowo podeszwa jest stabilniejsza niż w zwykłym Cliftonie 11. Przy wyższych prędkościach dużo łatwiej kontrolować stopę, a but daje więcej pewności.

Więcej dynamiki na co dzień

Nowością nie jest tylko konstrukcja. Hoka zastosowała również nową piankę, którą określa jako „krytyczną”. Podejrzewam, że jest to mieszanka PEBA i EVA w odpowiednich proporcjach. Efekt? Większy zwrot energii bez utraty komfortu.

I właśnie to robi największe wrażenie.

Hoka znalazła naprawdę świetny kompromis pomiędzy miękkością a dynamiką. But jest sprężysty, ale nie przesadzony. Komfortowy, ale nie zamulony.

Jeżeli chodzi o tempo, w którym Clifton Pro czuje się najlepiej, to powiedziałbym, że od około 4:50 do 4:20 min/km. W tym zakresie dosłownie płynie i zachęca do biegania.

Na dłuższych odcinkach powyżej 15 kilometrów również sprawdza się znakomicie. A jeśli robimy krótsze, szybsze treningi, to tempo 3:40 min/km też nie powinno stanowić dla niego problemu.

Wentylacja na miarę upalnych dni

Można stworzyć świetny but, ale jeśli cholewka jest za gruba, to w upalny dzień stopa ugotuje się szybciej niż kurczak z rożna na weekendowym grillu.

Chciałbym powiedzieć, że Hoka gdzieś tutaj popełniła błąd. Ale nie mogę.

Nowy Clifton Pro jest naprawdę przewiewny. Laserowe wycięcia w cholewce robią swoją robotę i nawet podczas wysokich temperatur stopa może swobodnie oddychać.

Oczywiście pod jednym warunkiem – cienka skarpetka. Przy grubej żadna wentylacja świata nie pomoże.

Trzyma się jak... no właśnie

Tutaj Hoka również odrobiła pracę domową.

Na suchym asfalcie przyczepność jest bardzo dobra i nikogo to specjalnie nie zaskoczy. Ale pozytywnie zdziwiło mnie to, jak dobrze podeszwa radzi sobie na suchym chodniku z cienką warstwą piasku. W takich warunkach wiele butów zaczyna delikatnie uciekać.

Clifton Pro nie miał z tym problemu.

Na mokrym asfalcie również nie zauważyłem żadnych nieprzyjemnych niespodzianek.

Próbuję znaleźć jakąś wadę... i?

Nie ma produktów idealnych.

Czy znalazłem wady podczas testów?

Szczerze mówiąc – nie.

Ale jeśli już miałbym się czegoś czepiać, to dwóch rzeczy.

Po pierwsze, nie jest to but dla każdego. Osoby biegające bardzo spokojne treningi mogą nie wykorzystać jego potencjału. Konstrukcja zachęca do biegania bardziej ze śródstopia i nie przepada za ciężkim lądowaniem na pięcie. W takim przypadku mogą pojawić się większe napięcia w łydkach czy Achillesach.

Po drugie, uważam, że największą responsywność pianki czuć do około 12–15 kilometrów przy tempie około 4:20–4:15 min/km. Później nadal jest dobrze, ale ten efekt „wow” zaczyna delikatnie słabnąć.

Tylko że… coś za coś.

Do naprawdę szybkich jednostek i tak są inne modele.

Czy Pro faktycznie jest Pro? Moim zdaniem – zdecydowanie tak.

To świetna propozycja dla osób, które szukają buta szybkiego, dobrze amortyzowanego i jednocześnie stabilnego.

Idealnie wypełnia lukę pomiędzy Cliftonem 11 a Bondi. Daje więcej dynamiki niż Bondi, więcej amortyzacji niż Mach 7 i jednocześnie nie korzysta z karbonu ani żadnych płytek, dzięki czemu pozostaje świetnym butem treningowym.

No i na koniec rzecz równie ważna.

W biało-pomarańczowej kolorystyce Clifton Pro wygląda po prostu… Pro. Robi świetną robotę na ulicy i przyciąga wzrok. Ale wygląd to tylko dodatek.

Najważniejsze jest to, że to jeden z tych butów, które po prostu chce się zakładać na kolejny trening. Taki, przy którym nie zastanawiasz się, czy będzie wygodnie, czy będzie odpowiednio dynamicznie albo czy da radę na szybszym odcinku. Po prostu zakładasz go i biegniesz.

I chyba właśnie to jest największy komplement, jaki mogę mu wystawić.

Bo dobry but to nie ten, o którym długo opowiadasz. Dobry but to taki, do którego ciągle wracasz.

A do Cliftona Pro na pewno będę wracał.

Z kodem BIEGOWYWARIAT15 dostajecie -15 % od ceny regularnej

Tags: No tags

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola oznaczone są *